Forum Sprawy POLAKÓW Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

nieznani, zapomniani, skreślani z kart historii BOHATEROWIE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Sprawy POLAKÓW Strona Główna -> Samo życie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
adsenior
Administrator



Dołączył: 02 Mar 2011
Posty: 23507
Przeczytał: 14 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: Polska
Płeć: Pan

PostWysłany: Wto 8 08:37, 18 Lut 2014    Temat postu: nieznani, zapomniani, skreślani z kart historii BOHATEROWIE


Nauczycielka



Zapominamy o niej z roku na rok, niektórzy kojarzą ją już tylko z akcją propagandową i z podręcznikami czasów peerelu, ale to niesprawiedliwe. Ludwika Wawrzyńska zasługuje na naszą nieustającą pamięć. Jest też przykładem dla polskich nauczycieli. Tym bardziej, że na naszych oczach rozwija się coraz silniej pewien rodzaj egoizmu i wygodnictwa, którego ofiarami stają się dzieci. Wawrzyńska należała do pokolenia, któremu nie trzeba było tłumaczyć, że dziecko jest dobrem, a nie przeszkodą w realizacji celów dorosłych i że trzeba je chronić. Nawet za cenę życia.

Urodziła się w Warszawie, w niezamożnej rodzinie Koralewskich. Wychowała się na Kujawach. Maturę zdała w Toruniu i podjęła studia humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim.

W czasie wojny udzielała się na tajnych kompletach dla gimnazjalistów. Wyszła za mąż za Stanisława Wawrzyńskiego, żołnierza AK, więźnia Pawiaka.

Po wojnie uzupełniała wykształcenie pedagogiczne w Liceum Pedagogicznym, podjęła też pracę w Szkole Podstawowej w Bonerowie.

Wróciła jednak do rodzinnej Warszawy i rozpoczęła pracę w szkole ogólnokształcącej przy Młynarskiej 2. Uczyła dzieci z najmłodszych klas. Choroba strun głosowych uniemożliwiła jej normalną pracę nauczycielską, więc podjęła pracę w świetlicy szkolnej.

We wtorek 8 lutego 1955 w „hotelu robotniczym”, a raczej marnym baraku przy ul. Włościańskiej, gdzie czasowo mieszkała, wybuchł gwałtowny pożar. Ludwika Wawrzyńska wydostała się szczęśliwie na zewnątrz, ale w tym momencie usłyszała od środka płacz dzieci. Wbiegła ponownie do płonącego baraku i wyniosła stamtąd dwoje małych dzieci. Potem wróciła po następnych dwoje. Wydawało jej się, że jeszcze słychać krzyk dzieci. Wpadła tam po raz trzeci. Zawalił się na nią płonący strop baraku.

Umierała przez 10 dni w wielkim bólu.

Tragedię Ludwiki Wawrzyńskiej dopełnił los matki uratowanych dzieci. W momencie wybuchu pożaru była w mieście. Kiedy dostrzegła pożar, wbiegła do baraku – przekonana, że jej dzieci są jeszcze w środku. Spłonęła żywcem… Dwie kobiety oddały swe życie za czworo dzieci: ich matka i ich nauczycielka. Żadna się nie zawahała.

Dziesięć dni po śmierci Ludwiki Wawrzyńskiej szkole, w której pracowała, nadano jej imię. Jest to dziś Szkoła Podstawowa Nr 139 im. Ludwiki Wawrzyńskiej przy ul. Syreny 5/7. Na Żoliborzu jest ulica jej imienia.

Wiersz poświęcony bohaterskiej nauczycielce napisał m.in. sam mistrz polskiej poezji Leopold Staff, będący już u schyłku swego życia (†1957). Starsi pamiętają lepiej wiersz Wisławy Szymborskiej, ponieważ był zamieszczany w podręcznikach szkolnych – tandetny, utrzymany w stylistyce socrealistycznej.


Piotr Szubarczyk
[link widoczny dla zalogowanych]





Wieczne odpoczywanie, racz Jej dać Panie. Chwała BOHATEROM!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
adsenior
Administrator



Dołączył: 02 Mar 2011
Posty: 23507
Przeczytał: 14 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: Polska
Płeć: Pan

PostWysłany: Pią 12 12:11, 21 Lut 2014    Temat postu:

Wytrwam do końca

W piątek, 21 lutego 1947 roku, we wsi Ostrowsko koło Nowego Targu został otoczony przez sowiecką obławę (NKWD-UB, KBW, MO) mjr Józef Kuraś „Ogień” – legenda powojennego powstania antykomunistycznego na Podhalu. To była zasadzka, majorowi towarzyszyło tylko sześciu podkomendnych z obstawy. Nie było możliwości odwrotu.

„Ogień” nie chciał słyszeć o poddaniu się, o ubeckim nieludzkim „śledztwie”, o pokazowym „procesie” i strzale w tył głowy. Na strychu jednej z ostrowskich chałup strzelił do siebie. Młody, ledwie 31-letni organizm bronił się długo. „Ogień” zmarł w nowotarskim szpitalu dopiero po północy następnego dnia.
Król Podhala

Warto pamiętać, kto nazwał w ten sposób Józefa Kurasia. Stefan Korboński, pełniący w roku 1945 obowiązki Delegata Rządu RP na Kraj, nie miał wątpliwości, że to bohater walki o niepodległy byt państwa polskiego. Nazywał go nie tylko Królem Podhala. Przewidział proroczo, że to „tatrzański Janosik XX wieku, którego sława na Podhalu żyć będzie przez wiele lat, przekazywana z pokolenia na pokolenie”. Nie mylił się!

Józef Kuraś przyszedł na świat 23 października 1915 r. w rodzinie o tradycjach patriotycznych. Jako przedwojenny podoficer i uczestnik wojny wrześniowej, od początku okupacji zaangażował się w działalność konspiracyjną, niepodległościową. Pod pseudonimem „Orzeł” był dowódcą i instruktorem szkolenia grupy dywersyjnej, podległej Konfederacji Tatrzańskiej. Po rozbiciu Konfederacji przez Niemców jego grupa stała się kadrą jednego z pierwszych oddziałów partyzanckich AK na Podhalu.

Już wtedy używał pseudonimu „Ogień”, który przyjął po tym, jak 29 czerwca 1943 r. w ciągu jednej nocy w odwecie za działalność konspiracyjną Niemcy zamordowali jego 73-letniego ojca, żonę oraz dwuipółrocznego synka. Ciała pomordowanych i cały dom oblano benzyną i podpalono. Czuł się za to odpowiedzialny, choć żadnej wtym jego winy nie było.
Polityka

W końcu grudnia 1943 r. prowadzeni przez konfidenta Niemcy zaskoczyli partyzantów i rozbili obóz oddziału. W walce zginęło dwóch partyzantów. „Ogień” został obarczony odpowiedzialnością za to wydarzenie. Komenda Okręgu wydała na niego wyrok śmierci. Dopiero latem 1944 r. został unieważniony.

Wiosną 1944 r. „Ogień” przyjął propozycję przemianowania swej grupy na oddział Ludowej Straży Bezpieczeństwa, zbrojnej formacji Stronnictwa Ludowego „Roch”. Jesienią 1944 r. jego 80-osobowa grupa partyzancka stała się oddziałem egzekucyjnym Powiatowej Delegatury Rządu RP w Nowym Targu. Wykonywała wyroki podziemnych sądów specjalnych na zdrajcach.

W końcu 1944 r., za wiedzą przełożonych, nawiązał współpracę z przybyłym na Podhale oddziałem komunistycznej AL Żyda Izaaka Gutmana. Nowotarskie kierownictwo ruchu ludowego chciało w ten sposób ułatwić sobie przejęcie władzy po sowieckim „wyzwoleniu”. Podobne akcje SL podejmowało na innych obszarach Małopolski. Kuraś miał realizować te plany na Nowotarszczyźnie.

Po zajęciu Podhala przez Sowietów „Ogień” sprowadził swoich podkomendnych do Nowego Targu i utworzył powiatowe oddziały „milicji ludowej”. Po przybyciu zorganizowanej przez Urząd Bezpieczeństwa grupy operacyjnej otrzymał nominację na kierownika nowotarskiego UB. Wszystko po to, by kontrolować sytuację. Obsadził to swoje „UB” własnymi podkomendnymi.
„UB” idzie w góry

Bardzo szybko okazało się, że realizacja koncepcji SL w warunkach sowieckiego terroru jest niemożliwa. Po trzytygodniowej „służbie” w UB 11 kwietnia 1945 r. Józef Kuraś ponownie przeszedł ze swymi „ubowcami” do konspiracji i utworzył Oddział Partyzancki „Błyskawica”.

Obławy NKWD-UB, KBW i wojska „ludowego” nie były w stanie zapobiec rozrostowi oddziału. W roku 1946 kompanie podlegające Kurasiowi działały na obszarze sięgającym od przygranicznych terenów Słowacji na południu aż po miasto Kraków i tereny powiatu miechowskiego na północy!

„Ogień” nie miał złudzeń co do rzeczywistych celów ogłoszonej w roku 1945 „amnestii”. W liście z 15 października 1945 r. do nowotarskich ubowców pisał: „Jako Polak i partyzant oświadczam: wytrwam do końca na swym stanowisku. Tak mi dopomóż Bóg. Zdrajcą nie byłem i nie będę (…). Daremne wasze trudy, mozoły i najrozmaitsze podstępy. Gwarancje wolności wydajecie więźniom, których katujecie jak barbarzyńcy. Wstyd, hańba. Swoim postępowaniem doprowadzicie do zguby samych siebie (…). Żegnam was, rodacy komuniści”.

Od początku 1946 r. obszar, na którym administracja komunistyczna sprawowała władzę, kurczył się z każdym dniem. Eugeniusz Wojnar, instruktor propagandy w Komitecie Powiatowym PPR w Nowym Targu, pisał, że „w ciągu 1946 roku w powiecie tym nie ostał się ani jeden posterunek MO z wyjątkiem Zakopanego i Szczawnicy. Pozostałe były wielokrotnie rozbrajane, akta i urządzenia niszczone, broń i umundurowanie zabierane (…). ’Ogień’ panował w terenie, stanowił siłę, miał swoje oddziały w każdym niemal zakątku. Jego wpływy sięgały tak daleko, że nawet organa władz bezpieczeństwa i milicji nie były od nich wolne”.

Przewodniczący Wojewódzkiej Komisji Kontroli Partyjnej PPR Bronisław Pawlik w sprawozdaniu od listopada 1945 do lutego 1946r. stwierdził „topnienie szeregów PPR” na tych terenach: „Chłopi po wsiach pomagają mu, przechowując go i jego ludzi. Są takie wsie, gdzie władza nie ma dostępu (…), a Komitet Powiatowy [PPR] pracuje pod strachem”.

19 marca 1946 r. sekretarz PPR z Nowego Targu mówił na „plenum”: „Wielu członków [PPR] oddaje legitymacje ze strachu (…). Współpraca z PPS nie istnieje, w urzędach siedzi reakcja, wydano listę pobierających kartki żywnościowe w ręce ’Ognia’”.
Prawdziwie demokratyczna Polska

Walka ze zgrupowaniem „Ognia” stała się priorytetem komunistów. Skierowano do powiatu nowotarskiego dodatkowe jednostki wojska „ludowego”. Wszystko na nic! Jeden z wojskowych politruków pisał: „’Ogień’ jest faktycznym gospodarzem, który nakłada kontrybucje, wysiedla niepożądanych dla niego ludzi z wiosek, zmienia sołtysów, itd. Miejscowe posterunki MO albo są rozbrajane, albo po cichu współpracują”.

„Ogień” traktował swą działalność jako samoobronę i przygotowanie do udziału w nowej wojnie, której był pewien. Nie wierzył, że Zachód porzucił Polskę. Był pewien konfliktu wolnego świata z Sowietami i przywrócenia niepodległości Polsce. 14 listopada 1946 r. wysłał list do sowieckiego namiestnika Bieruta: „Oddział Partyzancki ’Błyskawica’ walczy o Wolną, Niepodległą i prawdziwie demokratyczną Polskę. Walczyć będziemy tak o granice wschodnie, jak i zachodnie. Nie uznajemy ingerencji ZSRS w sprawy wewnętrzne państwa polskiego. Komunizm, który pragnie opanować Polskę, musi zostać zniszczony”. Jest w tym fragmencie cytat z ostatniego rozkazu dowódcy AK gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”: „Wolna, Niepodległa i prawdziwie demokratyczna Polska”. Świadczy to dobrze o „Ogniu” i jego świadomości. Nie był żadnym „watażką”. Realizował cele Polskiego Państwa Podziemnego –zdekonspirowanego podczas operacji „Burza”, odtwarzanego w warunkach nowej okupacji kraju.

W odezwach ostrzegał wszystkich konfidentów, że będą „na każdym kroku wieszani i strzelani”. Sytuacja była ekstremalna, środki też musiały być ekstremalne. Czy to nie dzieci i wnuki tych kolaborantów wrzeszczą dziś przeciwko majorowi „Ogniowi”?

Zarzucają dziś „Ogniowi”, że był „antysemitą”. To nie wina „Ognia”, że mieliśmy w całej Polsce tak liczną nadreprezentację żydowskich kolaborantów „władzy ludowej”, a ich pogrobowcy dorabiają dziś Polakom gęby „antysemitów”. „Nie było wypadku, żeby Żyd za pochodzenie został zlikwidowany” – mówił „Herkules”, były adiutant Kurasia. Jeśli ginął, to tak jak każdy inny zdrajca, kolaborant sowieckiego okupanta.
Pacyfikacja

NKWD-UB zastosowało zasadę odpowiedzialności zbiorowej, dokonując masowych aresztowań na Podhalu. Ta bandycka operacja, wzorowana na wojennych praktykach gestapo, przyniosła efekty. Partyzanci „Ognia” nie mogli już liczyć na powszechne poparcie zastraszanej ludności. Bezpieka rozbudowała też agenturę w terenie.

Rankiem 20 lutego 1947 r. mjr „Ogień” z sześcioosobową obstawą dotarł do Ostrowska – 6 km na wschód od Nowego Targu. Konfidenci bezpieki donieśli o ich pobycie. Nowotarska kompania z batalionu operacyjnego KBW, ubowcy i milicjanci otoczyli wskazany przez kapusiów dom. W południe nastąpił atak. Partyzanci dwukrotnie wymykali się z matni, odskakując umiejętnie do sąsiednich domostw. Niestety, napastników było zbyt wielu, kontrolowali całą wieś. Polegli podkomendni majora, „Zimny” i „Kruk”. „Powicher”, „Harnaś” i „Szpak” wyrwali się z okrążenia. Major został na miejscu, prawdopodobnie ich ubezpieczał. Odskoczył do kolejnego domu, gdzie został otoczony przez bandytów. Zażądali poddania się. Major polecił swemu ostatniemu podkomendnemu, by się poddał, a sam strzelił sobie w głowę z osobistego pistoletu. Ciężko ranny, nieprzytomny został przewieziony do szpitala w Nowym Targu. Tam w nocy zmarł.

Śmierć legendarnego dowódcy sprawiła, że wielu jego partyzantów skorzystało z nowej „amnestii” ogłoszonej z okazji „wygranych” przez komunistów, czyli sfałszowanych, wyborów do Sejmu. Byli potem, mimo tej „amnestii”, przez całe lata nękani i represjonowani. Ci, którzy wiedzieli, że tak będzie, kontynuowali walkę do końca.

Wieloletnia propaganda komunistów sprawiła, że „Ogień” uznawany jest przez niektórych za postać „kontrowersyjną”. Żądają usunięcia jego pomnika. W wolnej Polsce! Zamiast tego pomnik armii sowieckiej i UB? „Kontrowersyjny” to słowo klucz używane przez zakorzenioną w mediach progeniturę komunistyczną. Służy do dyskredytowania bohaterów powojennej walki o Polskę „wolną i czystą jak łza”. Nienawiść do „Ognia” tłumaczą też zachowane PPR-owskie dokumenty, świadczące o tym, że największą „bolączką władzy ludowej” było masowe poparcie ludności Podhala dla oddziałów „tatrzańskiego Janosika”. Tak powszechne, że PPR schodziła na tym terenie do podziemia.

Wielkie zasługi dla pamięci o „Ogniu” i jego żołnierzach ma krakowski oddział IPN, zwłaszcza dr Maciej Korkuć. Z jego opracowania pochodzą archiwalne cytaty.


Piotr Szubarczyk[/color] łacze: [link widoczny dla zalogowanych]




Chwała bohaterom, pohybel ich katom!


<iframe width="420" height="315" src="//www.youtube.com/embed/Vhnbh9_wnFY" frameborder="0"></iframe>


Ostatnio zmieniony przez adsenior dnia Pią 12 12:14, 21 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
martin
Moderator



Dołączył: 24 Lip 2011
Posty: 3571
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: europa
Płeć: Pan

PostWysłany: Pią 15 15:15, 21 Lut 2014    Temat postu:

NIGDY I NIGDZIE NIE BYLI DOCENIANI PATRIOCI ;OBROŃCY OJCZYZNY ; ZIEMI POLSKIEJ WSZYSTKIEGO CO POLSKIE:

Wielu spoczywa w nieznanych grobach i zapomnianych przez wszystkich prawie zwłaszcza przez wladze która nie chce i niechciala uczcić pamiec i największa Ofiarę jaka ponieśli owi zolnierze.

CZESC ICH PAMIENCI.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
adsenior
Administrator



Dołączył: 02 Mar 2011
Posty: 23507
Przeczytał: 14 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: Polska
Płeć: Pan

PostWysłany: Wto 13 13:32, 25 Lut 2014    Temat postu:

Piotr Szubarczyk – Kalendarz polski codzienny: 24 lutego 1953. „Nil” desperandum…

Był najwyższym rangą oficerem Polskiego Państwa Podziemnego, który został po wojnie zamordowany przez komunistów w wyniku zbrodni sądowej. Umierał 24 lutego 1953 r. na mokotowskiej szubienicy. Sowietom i ich plugawym kolaborantom chodziło nie tylko o to, by go zabić, ale by go jeszcze przed śmiercią upokorzyć. Odmówił agenturalnej współpracy w planowanej prowokacji przeciwko WiN. Wiesza się bandytów, do oficerów się strzela… Bandyckiej sowieckiej żulii nie przyszło jednak do głowy, że „Nil” będzie umierał jak Traugutt… Że przejdzie w tym momencie nie tylko do historii, ale i do narodowej legendy. Że będzie ważnym kamieniem na szańcach naszej niepodległości.

.

Nie był klasycznym „żołnierzem wyklętym”, uczestnikiem powojennego Powstania Antykomunistycznego. Nie odnosi się do niego zapis z preambuły sejmowej ustawy o Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych: którzy z bronią w ręku… Odnosi się do niego dalszy ciąg tego ustawowego zapisu: jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu. Jego walka polegała na TRWANIU w okupowanej Polsce, mimo narastającego terroru komunistycznego. Polegała na tym, by dać ŚWIADECTWO. Mógł bez problemu opuścić Polskę i razem z żoną i córkami wyjechać do Londynu lub gdziekolwiek indziej. On jednak uznał, że nie może opuścić kraju, w którym – w katowniach NKWD-UB – umierają jego młodzi podkomendni z Kedywu i z Szarych Szeregów (tacy jak zamordowany na Koszykowej w Warszawie Janek Rodowicz „Anoda”). Tak wyjaśnił żonie decyzję o pozostaniu w Polsce sowieckiej, mimo groźby aresztowania i śmierci.

Gen. bryg. August Emil Fieldorf „Nil” miał być – z woli ostatniego komendanta AK – dowódcą organizacji NIEpodległość, ogólnopolskiej, poakowskiej struktury konspiracji niepodległościowej, w warunkach nowej sowieckiej okupacji Polski. Nie mógł wypełnić tego zadania, ponieważ został przypadkowo aresztowany w Milanówku przez NKWD i wywieziony w Sowiety. Na szczęście nie rozpoznano go, miał doskonale podrobione papiery na nazwisko Gdanicki, jeszcze z czasów okupacji, gdy był szefem Kedywu Komendy Głównej AK. Po szczęśliwym powrocie z Sowietów (półżywy…) nie mógł już wypełnić misji związanej z organizacją NIE. Jej miejsce zajęła organizacja Wolność i Niezawisłość. Jego przyjaciel, ostatni komendant AK gen. dyw. Leopold Okulicki, i inni przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego czekali wtedy na śmierć lub na nowe haniebne „procesy”, gnijąc w sowieckich tiurmach.

Według jednego z przekazów, niepowtarzalny w Polskim Państwie Podziemnym pseudonim „Nil”, przyjęty przez Emila Fieldorfa w roku 1940, wiązał się nie tylko z powrotem do okupowanego kraju (po kampanii francuskiej) via Kair. Był świadomym nawiązaniem do nieśmiertelnych słów wielkiego Horacego: Nil desperandum… Nie upadajcie na duchu, nie rozpaczajcie… To się odnosi także do nas, w Roku Pańskim 2014.


.
Piotr Szubarczyk
[link widoczny dla zalogowanych] Łącze: [link widoczny dla zalogowanych]






Chwała BOHATEROM! Na pohybel ich katów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
adsenior
Administrator



Dołączył: 02 Mar 2011
Posty: 23507
Przeczytał: 14 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: Polska
Płeć: Pan

PostWysłany: Pon 10 10:45, 06 Paź 2014    Temat postu:

Plutonowy Stefan Karaszewski – sam przeciwko 60 niemieckim czołgom

Dla każdego nacjonalisty pamięć o bohaterach, którzy poświęcili swoje życie dla Polski, jest czymś oczywistym. W naszej historii mieliśmy wiele przykładów osób, które swoją postawą udowadniały, iż wierność jest silniejsza niż ogień.

Jedną z nich jest plutonowy Stefan Karaszewski, żołnierz 85 Pułku Strzelców Wileńskich.

Rankiem 1 września 1939 r. niemiecka armia dokonała inwazji na Polskę. Piątego dnia wojny kolumna czołgów 4 Dywizji Pancernej Wehrmachtu przerwała front nieopodal Moszczenicy w dzisiejszym powiecie piotrkowskim.

Wchodzący w skład Armii „Prusy” 85 Pułk Strzelców Wileńskich rzucił się do odwrotu, by uniknąć okrążenia. Na stanowisku ogniowym pozostał jeden człowiek, mający ubezpieczać wycofujących się kolegów. Miał przygotowaną skrzynkę z granatami, zabrał ze sobą kilka karabinów. To wszystko przeciwko 60 niemieckim czołgom.

Plutonowy Karaszewski doszczętnie zniszczył sześć czołgów, kilka innych znacznie uszkodził. Samotna walka trwała dwie godziny. Żołnierz nie miał zamiaru oddawać się w niemiecką niewolę. Odbezpieczył swój ostatni granat…

Jego kolegom z 85 Pułku udało się bezpiecznie wycofać.

Dziś, gdy „autorytetami” i „patriotami” są demoliberalne kreatury z lewicy i prawicy, brak takich osób jak plutonowy Karaszewski jest widoczny bardziej niż kiedykolwiek w polskiej historii. Bohaterowie żyją wiecznie!


Łącze: [link widoczny dla zalogowanych]

Cześć i chwała BOHATEROM. Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie.

Powrót do góry
Zobacz profil autora
martin
Moderator



Dołączył: 24 Lip 2011
Posty: 3571
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: europa
Płeć: Pan

PostWysłany: Pon 15 15:19, 06 Paź 2014    Temat postu:

Czarno widze historie polski za pare lat, tam będą nowi ""bochaterowie"" Walesa, Mazowiecki,Niesiolowski, Tusk, Komorowski , Borusiewicz i im podobni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
martin
Moderator



Dołączył: 24 Lip 2011
Posty: 3571
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: europa
Płeć: Pan

PostWysłany: Pon 15 15:20, 06 Paź 2014    Temat postu:

martin napisał:
Czarno widze historie polski za pare lat, tam będą nowi ""bochaterowie"" Walesa, Mazowiecki,Niesiolowski, Tusk, Komorowski , Borusiewicz i im podobni


specjalnie napisane przez ""ch""bohaterowie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
adsenior
Administrator



Dołączył: 02 Mar 2011
Posty: 23507
Przeczytał: 14 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: Polska
Płeć: Pan

PostWysłany: Pon 16 16:46, 06 Paź 2014    Temat postu:

Panie Marcinie dlaczego nie wierzy Pan, iż przyszłe pokolenia Polaków, to będzie bydło bezrozumne? Wszak i nam stwarzano bogów i bożków z ludzkich kanalii, ludzkich szmat. Proszę przypomnieć, jakie to bez mała nabożeństwa odprawiano ku czci lenina i stalina, jak wyśpiewywano o człowieku co to się "kulom nie kłaniał". No i co po latach tej indoktrynacji zostało, gdzie ci bożkowie się znajdują? Ano na śmietniku historii, tam gdzie jest ich właściwe miejsce.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
martin
Moderator



Dołączył: 24 Lip 2011
Posty: 3571
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: europa
Płeć: Pan

PostWysłany: Pon 18 18:30, 06 Paź 2014    Temat postu:

Szanowny Panie Andrzeju jakoś nie dało się im Pana przerobić jak i mnie oraz tysiące innych Polaków , zawsze się znajda ludzie odporni na zgniliznę moralna i fałsz polityczny, by ćmy dobrej myśli ze znajdzie się takich tysiące a i miliony także
Powrót do góry
Zobacz profil autora
adsenior
Administrator



Dołączył: 02 Mar 2011
Posty: 23507
Przeczytał: 14 tematów

Ostrzeżeń: 0/1
Skąd: Polska
Płeć: Pan

PostWysłany: Pon 19 19:02, 06 Paź 2014    Temat postu:

Panie Marcinie i eskimosi w okresie PRL-u, nie przerobili Polaków. Oczywiście część Narodu tak jak i obecnie trąbiła w jedne dudy z eskimosami. Ale to ludzkie szmaty, które dla ochłapów spadających ze stołów władzy gotowi są do popełnienia każdego świństwa. Przy każdym zakręcie historii dokonujący zwrotu poglądów, jak chorągiewka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Sprawy POLAKÓW Strona Główna -> Samo życie Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Programosy.
Regulamin